Już dawno nie było tak pięknej pogody jak dzisiaj. Słońce
świeci, a do tego mega upał… Jest
zdecydowanie za wcześnie jak na koniec wakacji, ale cóż, nie da się nic
zrobić. Jutro znowu zacznie się poranne wstawanie do szkoły,
siedzenie do późna nad książkami, brak czasu na drobne przyjemności, nie
wspominając o spotkaniach ze znajomymi. Już mi tego brakuje. Tych wspólnych
napadów śmiechu, przejażdżek rowerowych, odpałów, tańców w deszczu, wspólnego
czasu…. To ma się jutro wszystko
zmienić.
Już nie będę się widywać z moją paczką tak często jak teraz. Idę do nowej szkoły. Nie wiem co mnie tam czeka. Czy nauczyciele będą dla mnie mili czy odpychający, a moja nowa klasa- jaka ona będzie? Tego wszystkiego dowiem się jutro. Na razie koniec z tym. Mam przecież jeszcze jeden, piękny, cały wolny dzień, który zamierzam wykorzystać w pełni.
Zakładam różowy T-shirt, tylko nie taki, że oczy aż z orbit wychodzą. Ma on kolor lekko niedojrzałych malin. Podobno ten kolor pasuje do mnie, tak mi powiedziała kiedyś moja koleżanka, ale nie wiem czy mówiła prawdę. Nie obchodzi mnie to. Zresztą i tak już ze sobą od dawna nie rozmawiamy. Nie mamy o czym. Do tego wkładam krótkie , żółte spodenki. Moje długie, kasztanowe włosy rozczesuję i spinam w kucyk. Chwilkę się jeszcze zastanawiam czy nie zrobić sobie jednak koka, ale dochodzę do wniosku, że jednak wolę kucyka. Lubię się bawić moimi włosami. Sprawdzam jeszcze telefon, czy nie mam jakiś nowych wiadomości. Nie ma. I dobrze, bo nie muszę nikomu nic odpisywać, ani do nikogo oddzwaniać.
Jestem taka głodna, że niemal frunę po schodach na dół do kuchni.
Nikogo w niej nie ma. Trudno się dziwić jest już przecież po dziewiątej. Rodzice są jak zwykle już w pracy, a brat pewnie się gdzieś pałęta po domu lub śpi dalej. Mało mnie to zresztą obchodzi.
Stawiam wodę na herbatę i otwieram lodówkę. Szukam czegoś dobrego do jedzenia. Jak zwykle znajduję to samo, czyli jakieś wędliny, mleko, jajka, warzywa, ser żółty (którego nie cierpię) i jeszcze jakieś inne dziwne rzeczy. Decyduję się na kanapki z pomidorem.
Kiedy jem śniadanie, przychodzi do mnie moja kumpela - Iga. Ma na sobie białą bluzkę na ramiączkach z postacią z jakiejś mangi. Do tego króciutkie, jasnobrązowe spodenki i japonki. Wygląda cudownie, wręcz nieziemsko, zwłaszcza z tą opalenizną i długimi, w odcieniu ciemnego blondu włosami, które idealnie do niej pasują. To właśnie z tego powodu ma tylu adoratorów.
-Znowu wcinasz kanapki na śniadanie i popijasz je przesłodzoną herbatą?- kręci głową z dezaprobatą.- A z resztą nieważne. Pośpiesz się. Musimy w pełni wykorzystać ten ostatni dzień wolności. Umówiłam się już z naszą paczką i co lepsze będzie też Brajan!
-Co?! Brajan?! Nie wierzę! Jak ci się udało go wyciągnąć? Ja od jakiegoś czasu próbuję i nic z tego. Tłumaczy mi się że ma pełno roboty przy remoncie i w ogóle. Widujemy się tylko w niedziele…
-Nie ważne jak mi się udało, ale grunt, że się udało- po czym wzięła mój kubek i skończyła herbatę.
To było totalnie nie w jej stylu. Coś przede mną ukrywała i nie chciała mi o tym powiedzieć. Trudno, nie będę jej do niczego zmuszać skoro nie chce. Ma do tego przecież pełne prawo.
Już nie będę się widywać z moją paczką tak często jak teraz. Idę do nowej szkoły. Nie wiem co mnie tam czeka. Czy nauczyciele będą dla mnie mili czy odpychający, a moja nowa klasa- jaka ona będzie? Tego wszystkiego dowiem się jutro. Na razie koniec z tym. Mam przecież jeszcze jeden, piękny, cały wolny dzień, który zamierzam wykorzystać w pełni.
Zakładam różowy T-shirt, tylko nie taki, że oczy aż z orbit wychodzą. Ma on kolor lekko niedojrzałych malin. Podobno ten kolor pasuje do mnie, tak mi powiedziała kiedyś moja koleżanka, ale nie wiem czy mówiła prawdę. Nie obchodzi mnie to. Zresztą i tak już ze sobą od dawna nie rozmawiamy. Nie mamy o czym. Do tego wkładam krótkie , żółte spodenki. Moje długie, kasztanowe włosy rozczesuję i spinam w kucyk. Chwilkę się jeszcze zastanawiam czy nie zrobić sobie jednak koka, ale dochodzę do wniosku, że jednak wolę kucyka. Lubię się bawić moimi włosami. Sprawdzam jeszcze telefon, czy nie mam jakiś nowych wiadomości. Nie ma. I dobrze, bo nie muszę nikomu nic odpisywać, ani do nikogo oddzwaniać.
Jestem taka głodna, że niemal frunę po schodach na dół do kuchni.
Nikogo w niej nie ma. Trudno się dziwić jest już przecież po dziewiątej. Rodzice są jak zwykle już w pracy, a brat pewnie się gdzieś pałęta po domu lub śpi dalej. Mało mnie to zresztą obchodzi.
Stawiam wodę na herbatę i otwieram lodówkę. Szukam czegoś dobrego do jedzenia. Jak zwykle znajduję to samo, czyli jakieś wędliny, mleko, jajka, warzywa, ser żółty (którego nie cierpię) i jeszcze jakieś inne dziwne rzeczy. Decyduję się na kanapki z pomidorem.
Kiedy jem śniadanie, przychodzi do mnie moja kumpela - Iga. Ma na sobie białą bluzkę na ramiączkach z postacią z jakiejś mangi. Do tego króciutkie, jasnobrązowe spodenki i japonki. Wygląda cudownie, wręcz nieziemsko, zwłaszcza z tą opalenizną i długimi, w odcieniu ciemnego blondu włosami, które idealnie do niej pasują. To właśnie z tego powodu ma tylu adoratorów.
-Znowu wcinasz kanapki na śniadanie i popijasz je przesłodzoną herbatą?- kręci głową z dezaprobatą.- A z resztą nieważne. Pośpiesz się. Musimy w pełni wykorzystać ten ostatni dzień wolności. Umówiłam się już z naszą paczką i co lepsze będzie też Brajan!
-Co?! Brajan?! Nie wierzę! Jak ci się udało go wyciągnąć? Ja od jakiegoś czasu próbuję i nic z tego. Tłumaczy mi się że ma pełno roboty przy remoncie i w ogóle. Widujemy się tylko w niedziele…
-Nie ważne jak mi się udało, ale grunt, że się udało- po czym wzięła mój kubek i skończyła herbatę.
To było totalnie nie w jej stylu. Coś przede mną ukrywała i nie chciała mi o tym powiedzieć. Trudno, nie będę jej do niczego zmuszać skoro nie chce. Ma do tego przecież pełne prawo.
Po skończonym śniadaniu, poszłyśmy w nasze ulubione miejsce,
gdzie umówiłyśmy się z pozostałym. Byli już wszyscy, oprócz Niego. Nie zdziwiło mnie to jakoś specjalnie. Kilka minut później Iga dostała SMS-a.
-Brajan napisał, że przyjdzie za godzinę, bo ma coś ważnego jeszcze do załatwienia.
-Zawsze ma jakieś wymówki. A to że remont, to rodzinka, to znowu coś innego. Zastanawiam się Kita jak ty to wytrzymujesz. Gdyby to był mój chłopak to zaczęłabym się zastanawiać, czy on przypadkiem mnie nie zdradza.
-Lily!!!- warknęła Iga.
-No co? To już nie mogę mieć własnego zdania?- odparła z lekkim oburzeniem.
-Nijak. Nic na to nie mogę poradzić.- odpowiedziałam. To była najszczersza prawda.
Brajan jest ze mną od 6 miesięcy. Poznałam go jakieś półtora roku temu, kiedy razem z Igą poszłam na imprezę. Pamiętam, że miał wtedy taką niebieską koszulę w kratkę i do tego jasne dżinsy. Wyglądał jakby dopiero co opuścił jakieś show telewizyjne lub wybieg dla modeli. Od razu wpadł mi w oko, a ja jemu. Tak mi w każdym razie powiedział na naszej pierwszej randce. Nie mogłam wtedy wyjść ze zdziwienia, że wybrał mnie a nie Igę. Przecież to ona zawsze jest tą ładniejszą. To za nią zawsze uganiają się chłopaki. A ja w porównaniu do niej wyglądam zbyt pospolicie, zbyt przeciętnie.
Ty masz w sobie coś takiego, czego nie ma żadna inna dziewczyna. Jakiś ukryty magnes, za pomocą którego niewidzialna siła przyciąga mnie do ciebie. Coś co sprawia, że nie mogę o tobie przestać myśleć choćby na chwilkę. W porównaniu do moich byłych z tobą mogę normalnie porozmawiać o wszystkim. Nie jesteś jakąś pustą i płytką laską jakich wiele wokół. Jesteś wyjątkowa. I właśnie chyba ta wyjątkowość sprawiła, że się w tobie zakochałem i nic na to nie mogę poradzić. Tak mi kiedyś powiedział, po czym mnie pocałował. To było piękny, a zarazem głęboki pocałunek. Czułam się jak w siódmym niebie.
A teraz? Od początku wakacji jakoś dziwnie się zachowuje. Umawia się najpierw ze mną, a później tuż przed spotkaniem odwołuje je z jakiegoś tam powodu. Najpierw myślałam, że to normalne. Pracuje przecież dorywczo przy zbiorze owoców, a do tego jeszcze remont całego domu. A teraz kiedy go skończyli liczyłam, że spędzimy razem więcej czasu, ale się chyba przeliczyłam. Znajduje nowe wymówki. Czasem odnoszę wrażenie, że Lily ma rację, że on po prostu kogoś spotkał, zakochał się i nie wie jak mi to powiedzieć.
-Głupia jesteś- tak mi powiedziała Iga kiedy jej o tym wspomniałam- Przecież on jest na zabój w tobie zakochany. Nie ma żadnej opcji, aby pojawił się ktoś inny na twoje miejsce.
Gdy tak o tym wszystkim rozmyślałam- przyszedł. W ręce trzymał jedną, czerwoną różę, a na jego twarzy były lekko już zauważalne ślady łez.
-Arisa, możemy porozmawiać? Tak na osobności?
-Brajan napisał, że przyjdzie za godzinę, bo ma coś ważnego jeszcze do załatwienia.
-Zawsze ma jakieś wymówki. A to że remont, to rodzinka, to znowu coś innego. Zastanawiam się Kita jak ty to wytrzymujesz. Gdyby to był mój chłopak to zaczęłabym się zastanawiać, czy on przypadkiem mnie nie zdradza.
-Lily!!!- warknęła Iga.
-No co? To już nie mogę mieć własnego zdania?- odparła z lekkim oburzeniem.
-Nijak. Nic na to nie mogę poradzić.- odpowiedziałam. To była najszczersza prawda.
Brajan jest ze mną od 6 miesięcy. Poznałam go jakieś półtora roku temu, kiedy razem z Igą poszłam na imprezę. Pamiętam, że miał wtedy taką niebieską koszulę w kratkę i do tego jasne dżinsy. Wyglądał jakby dopiero co opuścił jakieś show telewizyjne lub wybieg dla modeli. Od razu wpadł mi w oko, a ja jemu. Tak mi w każdym razie powiedział na naszej pierwszej randce. Nie mogłam wtedy wyjść ze zdziwienia, że wybrał mnie a nie Igę. Przecież to ona zawsze jest tą ładniejszą. To za nią zawsze uganiają się chłopaki. A ja w porównaniu do niej wyglądam zbyt pospolicie, zbyt przeciętnie.
Ty masz w sobie coś takiego, czego nie ma żadna inna dziewczyna. Jakiś ukryty magnes, za pomocą którego niewidzialna siła przyciąga mnie do ciebie. Coś co sprawia, że nie mogę o tobie przestać myśleć choćby na chwilkę. W porównaniu do moich byłych z tobą mogę normalnie porozmawiać o wszystkim. Nie jesteś jakąś pustą i płytką laską jakich wiele wokół. Jesteś wyjątkowa. I właśnie chyba ta wyjątkowość sprawiła, że się w tobie zakochałem i nic na to nie mogę poradzić. Tak mi kiedyś powiedział, po czym mnie pocałował. To było piękny, a zarazem głęboki pocałunek. Czułam się jak w siódmym niebie.
A teraz? Od początku wakacji jakoś dziwnie się zachowuje. Umawia się najpierw ze mną, a później tuż przed spotkaniem odwołuje je z jakiegoś tam powodu. Najpierw myślałam, że to normalne. Pracuje przecież dorywczo przy zbiorze owoców, a do tego jeszcze remont całego domu. A teraz kiedy go skończyli liczyłam, że spędzimy razem więcej czasu, ale się chyba przeliczyłam. Znajduje nowe wymówki. Czasem odnoszę wrażenie, że Lily ma rację, że on po prostu kogoś spotkał, zakochał się i nie wie jak mi to powiedzieć.
-Głupia jesteś- tak mi powiedziała Iga kiedy jej o tym wspomniałam- Przecież on jest na zabój w tobie zakochany. Nie ma żadnej opcji, aby pojawił się ktoś inny na twoje miejsce.
Gdy tak o tym wszystkim rozmyślałam- przyszedł. W ręce trzymał jedną, czerwoną różę, a na jego twarzy były lekko już zauważalne ślady łez.
-Arisa, możemy porozmawiać? Tak na osobności?
Szliśmy jakąś alejką w parku. Nie znam jej nazwy, z resztą
to i tak mało istotne. Najważniejsze było to, co Brajan chciał mi powiedzieć.
-To dla ciebie- powiedział to wyciągając do mnie rękę z kwiatem.- Muszę ci powiedzieć coś ważnego Arisa.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on chce mi powiedzieć? A jeśli… Nie. To nie może być prawda. Ale jeśli…
-Poznałeś jakąś inną dziewczynę, tak? I chcesz pewnie z nią teraz być? Spoko nie mam nic przeciwko.- Miałam. I to dużo. Kochałam go i nadal go kocham. Ale jeśli miałby być nieszczęśliwy to wolę żeby był już z kimś innym.
-Słucham??- Na jego twarzy pojawił szok, ale zaraz po tym zrozumienie.- Rozumiem. Miałaś prawo tak pomyśleć. Ale to nie to. Arisa kocham cię jak nikogo na świecie i nic ani nikt tego nie zmieni.
Moje ciało zalała fala ulgi, ale równo z nią wkradał się i strach. Jeśli nie chodzi o kogoś innego w takim razie o co. Co on chce mi powiedzieć. Chyba wyczytał to z mojej twarzy, bo zaczął mówić dalej.
-Na początku wakacji dowiedziałem się o bardzo ważnej rzeczy. Nie. To za słabo powiedziane. Zostałem o niej, krótko rzec, poinformowany, bez możliwości wyboru. To był dla mnie szok. Opanował mnie szał. Nie wiedziałem jak ci o tym powiedzieć. Bałem się jak na to zareagujesz. Jak to odbierzesz. Dlatego unikałem kontaktu z tobą. Wiem to głupie, ale się po prostu bałem…
Zapadła krótka chwila ciszy, która była przerywana przez ptaki w parku, a także głośny i płytki oddech Brajana.
- O co chodzi?- Mój głos drżał.
-Sprzedajemy dom.
Dom… Wyremontowany dom… Na sprzedaż... Nie. To nie może być prawda... Nie wierzę… To niemożliwe... Tak się przecież cieszył na ten remont... W końcu miał mieć własny pokój... Ale jeśli go sprzedają to gdzie będą mieszkać? Targają mną sprzeczne emocje. Nie wiem co powiedzieć. W końcu z moich ust wydobywa się dźwięk.
-O co chodzi?
Gwałtownie się zatrzymuje. Łapie mnie za ramiona i spogląda mi prosto w oczy. Lśnią one od łez, a spojrzenie jest pełne bólu i rozpaczy.
-Wyjeżdżamy do Stanów… na stałe.
-To dla ciebie- powiedział to wyciągając do mnie rękę z kwiatem.- Muszę ci powiedzieć coś ważnego Arisa.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on chce mi powiedzieć? A jeśli… Nie. To nie może być prawda. Ale jeśli…
-Poznałeś jakąś inną dziewczynę, tak? I chcesz pewnie z nią teraz być? Spoko nie mam nic przeciwko.- Miałam. I to dużo. Kochałam go i nadal go kocham. Ale jeśli miałby być nieszczęśliwy to wolę żeby był już z kimś innym.
-Słucham??- Na jego twarzy pojawił szok, ale zaraz po tym zrozumienie.- Rozumiem. Miałaś prawo tak pomyśleć. Ale to nie to. Arisa kocham cię jak nikogo na świecie i nic ani nikt tego nie zmieni.
Moje ciało zalała fala ulgi, ale równo z nią wkradał się i strach. Jeśli nie chodzi o kogoś innego w takim razie o co. Co on chce mi powiedzieć. Chyba wyczytał to z mojej twarzy, bo zaczął mówić dalej.
-Na początku wakacji dowiedziałem się o bardzo ważnej rzeczy. Nie. To za słabo powiedziane. Zostałem o niej, krótko rzec, poinformowany, bez możliwości wyboru. To był dla mnie szok. Opanował mnie szał. Nie wiedziałem jak ci o tym powiedzieć. Bałem się jak na to zareagujesz. Jak to odbierzesz. Dlatego unikałem kontaktu z tobą. Wiem to głupie, ale się po prostu bałem…
Zapadła krótka chwila ciszy, która była przerywana przez ptaki w parku, a także głośny i płytki oddech Brajana.
- O co chodzi?- Mój głos drżał.
-Sprzedajemy dom.
Dom… Wyremontowany dom… Na sprzedaż... Nie. To nie może być prawda... Nie wierzę… To niemożliwe... Tak się przecież cieszył na ten remont... W końcu miał mieć własny pokój... Ale jeśli go sprzedają to gdzie będą mieszkać? Targają mną sprzeczne emocje. Nie wiem co powiedzieć. W końcu z moich ust wydobywa się dźwięk.
-O co chodzi?
Gwałtownie się zatrzymuje. Łapie mnie za ramiona i spogląda mi prosto w oczy. Lśnią one od łez, a spojrzenie jest pełne bólu i rozpaczy.
-Wyjeżdżamy do Stanów… na stałe.