wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 03

   -Arisa wstawaj! Spóźnisz się! Jest już 20 po!
   Od razu przytomnieję. Zrywam się i szybko wkładam białą sukienkę z akcentami czarnego na kołnierzu i rękawach, lekko przeczesuję włosy i podkreślam rzęsy tuszem. Nie mam czasu na śniadanie. Biegiem wrzucam do torebki telefon, jakiś notatnik, długopis i jeszcze kilka innych drobiazgów i lecę ubierać buty.
   Już wychodzę na przystanek kiedy mama zaczyna mnie wołać, że zapomniałam biletu. Wracam i sprintem, a w każdym razie próbuję, bo szpilki mi to trochę utrudniają, biegnę na autobus. Zdążam w ostatniej chwili. Jakby tego było mało, nigdzie nie ma żadnego wolnego miejsca siedzącego. Stoję ściśnięta koło okna. Całe szczęście, że jest otwarte.
   W końcu wysiadam. Czuję ulgę a zarazem strach. Nie wiem kompletnie, gdzie mam iść. Wiem tylko tyle, że rozpoczęcie mam na hali, a hala podobno jest gdzieś na piętrze. Trudno. Idę. Nagle zauważam, że ludzie dziwnie mi się przyglądają. Spoglądam na swój strój.
   -Kuźwa!!-  jakaś babcia krzywo się na mnie popatrzyła i ominęła szerokim łukiem.
   Dopiero teraz uświadomiłam sobie,  że ubrałam sukienkę na lewą stronę. Wchodzę do szkoły i zaczynam poszukiwania łazienki. W końcu ją znajduję. Szybko się przebieram i biegnę szukać hali.
   Nagle na kogoś wpadam.
   - Przepraszam, bardzo cię przepraszam.
-Spokojnie, nic się nie stało. Nowa?
-Co? Ja? A tak. Nowa. Ej nie wiesz może, gdzie jest hala?
-Musisz iść prosto tym korytarzem, później skręcić w prawo, pójść schodami do góry. Skręcić w lewo i pierwsze drzwi po prawej. Zapamiętałaś?
-Prosto, schody, w lewo, w prawo i drzwi po prawej.
-Lepiej cię jednak zaprowadzę.- uśmiecha się.- Dymitr jestem. A ty?
-Arisa. Do której chodzisz klasy?
-Do pierwszej k.
-Serio? Ja też. Huh. Dobrze jest znać kogoś już ze swojej przyszłej klasy. A skąd wiesz, gdzie jest hala?
-Byłem tu już wcześniej, więc się trochę tu orientuję.
   Zauważam na jego twarzy tajemniczy uśmiech.
   Przez całą drogę do sali gimnastycznej już prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Korytarze były tak zatłoczone, że ledwo się przez nie przedzieraliśmy, nie wspominając już o tym jaki tu panował harmider.
   -Muszę na chwilkę gdzieś pójść. Zobaczymy się w klasie, tylko mi się nie zgub.
-Postaram się, ale nic nie obiecuję.
I poszedł sobie, a ja stanęłam sobie z tyłu koło okna, żeby chwilkę odpocząć.
   Dyrektor miał wyjątkowo krótkie i o dziwo ciekawe przemówienie, ale mimo to nie mogłam się na nim skupić. Cały czas miałam przed oczami wczorajszą scenę z Brajanem...
-….milo współpracować. Nie będę już dłużej wam przedłużał. Cieszcie się ostatnim wolnym dniem, bo jutro zabieramy się już do pracy. A teraz zapraszam was do klas.- Kończy przemowę dyrektor.
   Wszyscy zgodnym tłumem opuszczamy halę i kierujemy się do wyznaczonych sal.
    Dopiero po jakimś czasie docieram do tej właściwej. Oczywiście, nie odbyło się bez spóźnienia.
-Jednak trafiłaś do nas w całości Arios.
-A no tak. Udało mi się jakoś. Dobrze, że nie ma jeszcze wychowawcy.
-Owszem, jest.
   Zaczyna się szczerzyć. Ma takie ładne, białe i równe zęby.
-Właśnie z nim rozmawiasz.
-Że co?! Ty jesteś naszym wychowawcą? Ale..
-No tak wiem. Nie wyglądam- Mówi to z uśmiechem na twarzy i puszcza do mnie oczko.- Dobrze. Zajmij już sobie jakieś miejsce.
   Idąc do ławki czułam, że wszyscy się na mnie gapią i śmieją po cichu. Czułam się okropnie, a do tego jeszcze zapewne spaliłam buraka na twarzy. Musiałam wyglądać wtedy cudownie.
   -Jak już wcześniej wspomniałem witam was bardzo serdecznie. Mam nadzieję, ze będzie się nam miło i dobrze razem współpracowało. Ze mną, oprócz lekcji wychowawczej, będziecie się również widzieć na zajęciach z matematyki.
Po klasie przeszedł szmer i jęk niezadowolenia.
-Tak, wiem, że się bardzo cieszycie. Ja również.
   Nie mogę… Nie potrafię się skupić nad tym co mówi Dymitr, to znaczy profesor Bielikow. Jaka ja jestem głupia. Jak mogłam się nie zorientować, że jest coś nie tak. Te jego uśmieszki… Kurde. Przecież mówił, ze był tu już wcześniej. Bosz… Co za kretynka ze mnie. Jak ja mogłam…
-Wszystko w porządku Ariso?
   Momentalnie się zrywam i rozglądam o co chodzi.
W ostatniej chwili łapie mnie za ramiona abym nie upadla.
-Hej, spokojnie. Wszystko okey?
-Co? A tak. W porządku.
-Na pewno? Bo  jesteś cała blada.
-Tak. Po prostu się zamyśliłam trochę.
   Patrzy na mnie ze zmartwioną miną. Widać, ze chciałby coś powiedzieć ale się powstrzymuje. I dobrze. Nie mam ochoty teraz z nim gadać, a zwłaszcza przy całej klasie. Już i tak zrobiłam wystarczającą z siebie idiotkę.
   -Dobrze.  A więc kontynuując, myślę że będzie się nam dobrze współpracowało i obędzie się bez jakichkolwiek nieprzyjemności….
   Czy ja naprawdę wyglądam aż tak źle? No wiem, że nie wyglądam dzisiaj jakoś nadzwyczaj pięknie, no ale bez przesady. I jeszcze to pytanie czy wszystko w porządku. Co to miało być? Oczywiście, że nic nie jest w porządku! Wczoraj rzucił mnie chłopak, a do tego zaspałam w pierwszy dzień szkoły i jeszcze pomyliłam nauczyciela z kolegą z klasy. Ciekawe co mnie jeszcze dzisiaj ciekawego spotka?
  -Okey. Nie będę już was dłużej tutaj trzymał. Miłego popołudnia wam życzę i do zobaczenia jutro.
Wszyscy wstają i wychodzą. Biorę z nich przykład. Kieruję się w stronę drzwi, kiedy naglę poczułam bardzo mocne jakby wewnętrzne uderzenie w głowę. Nie dałam nic po sobie poznać, bo by mnie uznali jeszcze za jakiegoś dziwaka. Jedynie zerkam przez ramię. Mój wzrok krzyżuje się ze wzrokiem wychowawcy. Jest bardzo intensywny, wręcz przenikający, świdrujący.
   Tuż przed wyjściem zauważam w jego oczach… smutek? ból? Nie wiem co to, ale na pewno nic dobrego, a w każdym razie nic miłego.



   Wizja jechania znowu zatłoczonym autobusem jakoś mnie nie przekonuje. Wybieram spacer. W końcu nie mam tak daleko. To tylko godzinka spokojnym spacerkiem stąd. A mi jakoś nie zbyt się spieszy do domu. Pewnie Iga już wszystko powiedziała mojej mamie, a ta z pewnością będzie próbowała mnie pocieszyć. Nie mam na to najmniejszej ochoty.
   Idę chodnikiem przez park ze słuchawkami w uszach. Wolę posłuchać sobie rocka niż słuchać wrzasku małych, rozdartych dzieci, kłócących się o byle co.
   Siadam na ławce.
   Jak on mógł tak przy całej klasie. Wyszłam na tępą idiotkę, która nie potrafi odróżnić nauczyciela od ucznia i do tego jeszcze te jego głupie uśmieszki. A i żeby tego było mało to jeszcze musiał wylecieć z tym czy wszystko dobrze. Kurde! Nic nie jest dobrze! Wszystko mi się wali…
    Nagle zauważam paczkę chusteczek tuż pod swoim nosem. Podnoszę wzrok. Tak posrane szczęście mogę mieć tylko ja. 
   Osobą stojącą przede mną jest nie kto inny jak mój nauczyciel matematyki. On mnie śledzi czy jak?   Wyciągam słuchawki z uszu.
-Rozmazałaś się trochę.
   Widząc moją minę nie czeka na nic. Sam zaczyna wycierać mi łzy.
-Co ty robisz?!
   Zrywam się jak poparzona z ławki. Ludzie stojący nieopodal nas, spoglądają w naszym kierunku.
   -Przepraszam. Chciałem tylko pomóc.
Zapada niezręczna cisza.
-Przepraszam za rano. Za to, że ci nie powiedziałem od razu, że jestem nauczycielem i za to że cię w pewien sposób ośmieszyłem przy całej klasie. Nie chciałem tego.
-Po co mi pan to wszystko mówi?
-Bo nie lubię nie jasnych sytuacji i głupio mi się zrobiło z tego powodu.
    Zapada znowu chwila ciszy, ale już nie tak niezręczna jak przed chwilą. Siadam ponownie na ławce, ale troszkę dalej od Bielikowa.
   -Możesz powiedzieć co cię dręczy?
-Słucham?
-Widzę, że coś się stało.
-Nie. Nic. Wszystko jest w porządku.
-Nie wydaje mi się. – spogląda na mnie ze.. współczuciem?- Chłopak cię zostawił i wyjechał gdzieś na drugi koniec świata.
   Zrywam się.
-Co?! Nie! Przepraszam ale muszę już iść. Dowidzenia.
-Przepraszam, ja nie chciałem…
-Nie szkodzi. Dowidzenia.
   To nawet nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Skąd on to do jasnej cholery wie?! Śledzi mnie czy jak? Co to ma być kuźwa?!
   Znowu czuję to dziwne uczucie, które mnie ogarnęło w klasie. Ignoruję to.  Oddalam się jak najdalej i jak najszybciej od tego miejsca. Kieruję się w stronę przystanku. Nie zamierzam znowu się natknąć na mojego wychowawcę.






________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale nie było kiedy :/
Życzę miłego czytania :D i zapraszam do komentowania ;) 


wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 02

   Nie mogę w to uwierzyć. Brajan wyjeżdża do Stanów na zawsze. Prawdopodobnie już nigdy go nie zobaczę…
   Jest już dosyć późno, bo po 2 w nocy, a ja zamiast spać rozmyślam o tym czego się dzisiaj dowiedziałam.

-Kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro po południu mamy samolot.
   Nie wytrzymuję. Z moich oczy zaczynają spływać pierwsze łzy. Nie chcę żeby ktokolwiek je widział. Zrywam się i zaczynam biec. Szybko. Byle jak najdalej od tego miejsca. Ktoś mnie woła. Nie zwracam na to uwagi. Byle jak najdalej stąd.
   Dopiero po pewnym czasie zatrzymuję się pod jakimś blokiem. Na ławce przed nim siedzi jakaś para. Przytulają się. Na ten widok znowu zaczyna mi się zbierać na płacz. Nie chcę się tu rozkleić. Zaczynam biec dalej przed siebie. Zatrzymuję się po jakimś kwadransie  przed dużym, starym budynkiem. Nikogo wokół nie zauważam. Siadam na schodach i dopiero tu daje upust łzom.
-Wiem. Powinienem ci był to powiedzieć wcześniej- mówi ledwo łapiąc oddech. Musiał pewnie cały czas biec za mną, a to nie jest łatwe zwłaszcza dla kogoś kto nie biega regularnie tak jak ja.- Przepraszam.
Nic nie mówię. Siedzę i patrzę przed siebie, a raczej próbuję, bo z moich oczu dalej ciekną łzy. Ciszę przerywa jedynie pociąganie mojego nosa. Nagle sobie coś uświadamiam.
-Iga. Czy ona wiedziała o tym?
   Obserwuję go kątem oka i widzę na jego twarzy lekkie zmieszanie.
-Tak, wiedziała- odpowiada powoli i niepewnie.- Powinienem był powiedzieć to tobie pierwszej, ale nie wiedziałem jak. Za każdym razem tchórzyłem. W końcu Idze jakoś się udało mnie przekonać do tego, a raczej zmusić.
   Nic nie odpowiadam. Staram się zrozumieć to co do mnie mówi.
-Arisa, kocham cię i chcę żebyś była szczęśliwa, ale zdaję sobie sprawę z tego, że związek na odległość na dłuższą metę nie ma szans.- W moim gardle pojawia się gula, która z każdym jego słowem  się powiększa.-  Dlatego… ja….
Nie kończy, ale podświadomie czuję co chce mi powiedzieć. Z moich ust wydobywa się ledwie słyszalny szept.
-Chcesz ze mną zerwać?
   Chwila ciszy. Patrzę na te jego wargi, którymi nieraz mnie całował. Nie mam odwagi aby spojrzeć mu w oczy.
-Nie chcę, ale wiem, że tak powinienem postąpić, aby być wobec ciebie fair. Nie chcę… Nie mogę od ciebie oczekiwać, że będziesz mi wierna do końca życia. Że nie będziesz już z nikim innym, a przez to szczęśliwa. Jesteś wyjątkową osobą. Na pewno kogoś sobie znajdziesz.
-Ale ja nie chce nikogo innego. Chcę ciebie…
-Arisa, wiem że to trudne, ale…
-Nie chrzań, że to jest dla ciebie trudne!-  Wybucha we mnie furia.- Co ja mam powiedzieć?! To ja się dowiaduję od swojego chłopaka, że wylatuje jutro do Stanów, a do tego chce ze mną zerwać twierdząc, że tak będzie lepiej! Może i lepiej, ale na pewno nie dla mnie! Ty z łatwością sobie kogoś znajdziesz… - Nagle coś sobie uświadamiam.- Brajan, a może ty zrywasz ze mną żeby być z Igą? Bo z tego co mi mówiła to też gdzieś wylatuje w tamte rejony za trzy miesiące.
-Przestań! Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Nie tobie. Wiesz przecież, że cię kocham.
-To ty przestań cały czas mi powtarzać, że mnie kochasz! Nikt przy zdrowych zmysłach tak nie postępuje! Nikt! Rozumiesz? Nikt!... Nie informuje drugiej osoby że wyjeżdża na drugi koniec świata dzień przed, a do tego chce z nią zerwać. Wolałabym żebyś już miał kogoś innego, bo to ma dla mnie większy sens, a mówienie, że związek na odległość nie ma szans…. Istnieje przecież coś takiego jak Internet, telefon. Moglibyśmy się widywać w wakacje, ferie czy nawet w święta…
-Ale to nie będzie to samo. Nie będę mógł cię przytulić, gdy ci będzie smutno, pocałować, przejść się gdzieś razem z tobą. Nie będę mógł dzielić razem z tobą wszystkich twoich radości czy smutków tak jak do tej pory… - ściszył głos. – Gdyby jednak był jakiś sposób, abym mógł tu zostać i być z tobą… zrobiłbym wszystko.
   Próbuje mnie przytulić. Wykręcam się od tego. W końcu bierze moją twarz w swoje dłonie i zaczyna całować. Mocno. Z pasją. Z pożądaniem.
-Przestań- odrywam się od niego.- To tylko utrudnia, a nie pomaga.
-Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać.
   Nastała chwila ciszy przerywana jedynie przez świergot ptaków.
   Teraz, kiedy myślałam że wszystko będzie już dobrze, okazuje się, że znowu się myliłam. Znowu dałam się podejść i znowu będę cierpieć. Co za cholerne i porąbane życie! Nic nigdy mi się nie udaje. Całe moje dotychczasowe życie jest jedną wielką porażką. Ja jestem porażką…
-Muszę już wracać.
-Co? Już? Dobrze- wzdycha.-  Arisa, czy mogę mieć z tobą kontakt, taki jaki mają zajebiści przyjaciele?
-Nie, bo za każdym razem będę miała przed oczami wszystkie wspólnie spędzone chwile i będzie to bolało. Wolę żebyśmy nie mieli już żadnego kontaktu ze sobą. Tak będzie najlepiej. Dla mnie. Dla ciebie. Dla wszystkich.
   Nie daję mu szansy na odpowiedź. Uciekam. Biegnę. Znowu. Mijam plac zabaw, na którym dalej są moi przyjaciele. Nie zwracam na nich uwagi. Biegnę dalej jakby od tego zależało moje życie. Wpadam do domu. Idę do swojego pokoju. Zatrzaskuję drzwi i rzucam się na łóżko. Po raz kolejny tego dnia zaczynam płakać.
   Nie wiem ile to trwało. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
   Idę do kuchni zrobić sobie herbaty. Nie robię nic do jedzenia, bo i tak wiem, że nic nie przełknę.                      Naglę słyszę dzwonek swojego telefonu. Patrzę. Dzwoni Iga. Nie odbieram. Nie chcę z nikim gadać. Patrzę znowu na ekran komórki i gdyby nie to, że jestem trochę otumaniona przez łzy i sen to przeżyłabym lekki szok. Ponad 100 nieodebranych połączeń i 50 wiadomości. Znaczna ich część jest właśnie od Igi:
„Co się stało?”, „Dlaczego nie odbierasz?”, „Odbierz wreszcie!”
   Tak mniej więcej brzmią wszystkie wiadomości. Mam to gdzieś. Biorę kubek i idę do salonu. Wyciągam się wygodnie na sofie i włączam TV. Przeglądam kanały w nadziei, że znajdę coś ciekawego.  Jak na złość są same jakieś głupie telenowele, komedie romantyczne, bajki. Wstaję i przeglądam płyty mojego brata. Znajduję jakiś horror.
   Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Siadam z powrotem na sofie. Pukanie przeobraża się w walenie pięścią. Dalej nic sobie z tego nie robię.  W końcu ktoś otworzył drzwi. Pewnie mój brat. Słyszę jakieś szepty. Do pokoju wchodzi Iga. Któż inny mógłby się tak dobijać do moich drzwi jak nie ona. Tylko ona jest tak uparta.
-Dlaczego, do cholery, nie obierasz ani nie odpisujesz na moje sms-y?!
Nie reaguję na nią.
-Arisa! Ogarnij się!
Podchodzi i potrząsa mną lekko za ramiona.
-Nie dotykaj mnie!!! Rozumiesz?! A najlepiej się stąd wynoś! Nie mam ochoty z nikim gadać. Jasne?!
-Nie wyjdę stąd póki ze mną nie porozmawiasz!
-Jak chcesz.
   Układam się wygodnie i zaczynam oglądać film. Nie przepadam jakoś za tym gatunkiem, ale w tej chwili jest mi to obojętne. Chcę… Muszę zająć czymś myśli, bo inaczej wiem, że znowu się rozkleję, a tego nie chcę. Zwłaszcza przy Idze.
   Usiadła na fotelu obok i co jakiś czas na mnie zerka. Pewnie boi się czy nie stracę kontroli nad sobą i się na nią nie rzucę. Wie, że jak jestem w takim stanie to lepiej uważać, co się mówi i robi, bo może to się źle dla kogoś skończyć.
   Nic jednak sobie z niej nie robię oglądam dalej. Udaję, że nie widzę tych spojrzeń.
   Na widok mężczyzny, który został przecięty na pół piłą motorową- wychodzi. Na jej miejscu pewnie też bym to zrobiła, ale nie dzisiaj. Nie po tym czego się dowiedziałam.
   Po chwili słyszę jak z kimś rozmawia. Pewnie przez telefon, bo nie słychać drugiego rozmówcy. Wchodzi do pokoju.
-Muszę już iść. Trzymaj się. Pa.
   Patrzy jeszcze przez chwilę na mnie. Oczekuje, że jej odpowiem lub odprowadzę do drzwi. Ja jednak nic takiego nie robię.
   Słyszę jak drzwi wejściowe się zamykają. Wyłączam TV i wlokę się do pokoju. Padam na łóżko. Zaczynam przeżywać wszystko na nowo.
   Nie wiem, która była godzina kiedy zasnęłam, ale było już widno na polu.







_____________________________________________________________


Przepraszam za jakiekolwiek błędy i życzę miłego czytania :D :D

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 01

   Już dawno nie było tak pięknej pogody jak dzisiaj. Słońce świeci, a do tego mega upał…  Jest zdecydowanie za wcześnie jak na koniec wakacji, ale cóż, nie da się nic zrobić.  Jutro znowu  zacznie się poranne wstawanie do szkoły, siedzenie do późna nad książkami, brak czasu na drobne przyjemności, nie wspominając o spotkaniach ze znajomymi. Już mi tego brakuje. Tych wspólnych napadów śmiechu, przejażdżek rowerowych, odpałów, tańców w deszczu, wspólnego czasu….  To ma się jutro wszystko zmienić.
   Już nie będę się widywać z moją paczką tak często jak teraz. Idę do nowej szkoły. Nie wiem co mnie tam czeka. Czy nauczyciele będą dla mnie mili czy odpychający, a moja nowa klasa- jaka ona będzie? Tego wszystkiego dowiem się jutro. Na razie koniec z tym. Mam przecież jeszcze jeden, piękny, cały wolny dzień, który zamierzam wykorzystać w pełni.
   Zakładam różowy T-shirt, tylko nie taki, że oczy aż z orbit wychodzą. Ma on kolor lekko niedojrzałych malin. Podobno ten kolor pasuje do mnie, tak mi powiedziała kiedyś moja koleżanka, ale nie wiem czy mówiła prawdę. Nie obchodzi mnie to. Zresztą i tak już ze sobą od dawna nie rozmawiamy. Nie mamy o czym. Do tego wkładam krótkie , żółte  spodenki. Moje długie, kasztanowe włosy rozczesuję i spinam w kucyk. Chwilkę się jeszcze zastanawiam czy nie zrobić sobie jednak koka, ale dochodzę do wniosku, że jednak wolę kucyka. Lubię się bawić moimi włosami. Sprawdzam jeszcze telefon, czy nie mam jakiś nowych wiadomości. Nie ma. I dobrze, bo nie muszę nikomu nic odpisywać, ani do nikogo oddzwaniać.
   Jestem taka głodna, że niemal frunę po schodach na dół do kuchni.
   Nikogo w niej nie ma. Trudno się dziwić jest już przecież po dziewiątej. Rodzice są jak zwykle już w pracy, a brat pewnie się gdzieś pałęta po domu lub śpi dalej. Mało mnie to zresztą obchodzi.
Stawiam wodę na herbatę i otwieram lodówkę. Szukam czegoś dobrego do jedzenia. Jak zwykle znajduję to samo, czyli jakieś wędliny, mleko, jajka, warzywa,  ser żółty (którego nie cierpię) i jeszcze jakieś inne dziwne rzeczy. Decyduję się na kanapki z pomidorem.
   Kiedy jem śniadanie, przychodzi do mnie moja kumpela -  Iga.  Ma na sobie białą bluzkę na ramiączkach z postacią z jakiejś mangi. Do tego króciutkie, jasnobrązowe spodenki i japonki.  Wygląda cudownie, wręcz nieziemsko, zwłaszcza z tą opalenizną i długimi, w odcieniu ciemnego blondu włosami, które idealnie do niej pasują. To właśnie z tego powodu ma tylu adoratorów.
-Znowu wcinasz kanapki na śniadanie i popijasz je przesłodzoną herbatą?- kręci głową z dezaprobatą.- A z resztą nieważne. Pośpiesz się. Musimy w pełni wykorzystać ten ostatni dzień wolności. Umówiłam się już z naszą paczką i co lepsze będzie też Brajan!
-Co?! Brajan?! Nie wierzę! Jak ci się udało go wyciągnąć? Ja od jakiegoś czasu próbuję i nic z tego. Tłumaczy mi się że ma pełno roboty przy remoncie i w ogóle. Widujemy się tylko w niedziele…
-Nie ważne jak mi się udało, ale grunt, że się udało- po czym wzięła mój kubek i skończyła herbatę.
To było totalnie nie w jej stylu. Coś przede mną ukrywała i nie chciała mi o tym powiedzieć. Trudno, nie będę jej do niczego zmuszać skoro nie chce. Ma do tego przecież pełne prawo.


   Po skończonym śniadaniu, poszłyśmy w nasze ulubione miejsce, gdzie umówiłyśmy się z pozostałym. Byli już wszyscy, oprócz Niego.  Nie zdziwiło mnie to jakoś specjalnie.  Kilka minut później Iga dostała SMS-a.
-Brajan napisał, że przyjdzie za godzinę, bo ma coś ważnego jeszcze do załatwienia.
-Zawsze ma jakieś wymówki. A to że remont, to rodzinka, to znowu coś innego. Zastanawiam się Kita jak ty to wytrzymujesz. Gdyby to był mój chłopak to zaczęłabym się zastanawiać, czy on przypadkiem mnie nie zdradza.
-Lily!!!- warknęła Iga.
-No co? To już nie mogę mieć własnego zdania?- odparła z lekkim oburzeniem.
-Nijak. Nic na to nie mogę poradzić.- odpowiedziałam. To była najszczersza prawda.
   Brajan jest ze mną od 6 miesięcy. Poznałam go jakieś półtora roku temu, kiedy razem z Igą poszłam na imprezę. Pamiętam, że miał wtedy taką niebieską koszulę w kratkę i do tego jasne dżinsy. Wyglądał jakby dopiero co opuścił jakieś show telewizyjne lub wybieg dla modeli. Od razu wpadł mi w oko, a ja jemu. Tak mi w każdym razie powiedział na naszej pierwszej randce. Nie mogłam wtedy wyjść ze zdziwienia, że wybrał mnie a nie Igę. Przecież to ona zawsze jest tą ładniejszą. To za nią zawsze uganiają się chłopaki. A ja w porównaniu do niej wyglądam zbyt pospolicie, zbyt przeciętnie.
Ty masz w sobie coś takiego, czego nie ma żadna inna dziewczyna. Jakiś ukryty magnes, za pomocą którego niewidzialna siła przyciąga mnie do ciebie. Coś co sprawia, że nie mogę o tobie przestać myśleć choćby na chwilkę. W porównaniu do moich byłych z tobą mogę normalnie porozmawiać  o wszystkim. Nie jesteś jakąś pustą i płytką laską jakich wiele wokół. Jesteś wyjątkowa. I właśnie chyba ta wyjątkowość sprawiła, że się w tobie zakochałem i nic na to nie mogę poradzić. Tak mi kiedyś powiedział, po czym mnie pocałował. To było piękny, a zarazem głęboki pocałunek. Czułam się jak w siódmym niebie.
   A teraz? Od początku wakacji jakoś dziwnie się zachowuje. Umawia się najpierw ze mną, a później tuż przed spotkaniem odwołuje je z jakiegoś tam powodu. Najpierw myślałam, że to normalne. Pracuje przecież dorywczo przy zbiorze owoców, a do tego jeszcze remont całego domu. A teraz kiedy go skończyli liczyłam, że spędzimy razem więcej czasu, ale się chyba przeliczyłam. Znajduje nowe wymówki. Czasem odnoszę wrażenie, że Lily ma rację, że on po prostu kogoś spotkał, zakochał się i nie wie jak mi to powiedzieć.
-Głupia jesteś- tak mi powiedziała Iga kiedy jej o tym wspomniałam- Przecież on jest na zabój w tobie zakochany. Nie ma żadnej opcji, aby pojawił się ktoś inny na twoje miejsce.
   Gdy tak o tym wszystkim rozmyślałam- przyszedł. W ręce trzymał jedną, czerwoną różę, a na jego twarzy były lekko już zauważalne ślady łez.
-Arisa, możemy porozmawiać? Tak na osobności?



   Szliśmy jakąś alejką w parku. Nie znam jej nazwy, z resztą to i tak mało istotne. Najważniejsze było to, co Brajan chciał mi powiedzieć.
-To dla ciebie- powiedział to wyciągając do mnie rękę z kwiatem.- Muszę ci powiedzieć coś ważnego Arisa.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on chce mi powiedzieć? A jeśli… Nie. To nie może być prawda. Ale jeśli…
-Poznałeś jakąś inną dziewczynę, tak? I chcesz pewnie z nią teraz być? Spoko nie mam nic przeciwko.- Miałam. I to dużo. Kochałam go i nadal go kocham. Ale jeśli miałby być nieszczęśliwy to wolę żeby był już z kimś innym.
-Słucham??- Na jego twarzy pojawił szok, ale zaraz po tym zrozumienie.- Rozumiem. Miałaś prawo tak pomyśleć. Ale to nie to. Arisa kocham cię jak nikogo na świecie i nic ani nikt tego nie zmieni.
Moje ciało zalała fala ulgi, ale równo z nią wkradał się i strach. Jeśli nie chodzi o kogoś innego w takim razie o co. Co on chce mi powiedzieć. Chyba wyczytał to z mojej twarzy, bo zaczął mówić dalej.
-Na początku wakacji dowiedziałem się o bardzo ważnej rzeczy. Nie. To za słabo powiedziane. Zostałem o niej, krótko rzec, poinformowany, bez możliwości wyboru. To był dla mnie szok. Opanował mnie szał. Nie wiedziałem jak ci o tym powiedzieć. Bałem się jak na to zareagujesz. Jak to odbierzesz. Dlatego unikałem kontaktu z tobą. Wiem to głupie, ale się po prostu bałem…
   Zapadła krótka chwila ciszy, która była przerywana przez ptaki w parku, a także głośny i płytki oddech Brajana.
- O co chodzi?- Mój głos drżał.
-Sprzedajemy dom.
Dom… Wyremontowany dom… Na sprzedaż... Nie. To nie może być prawda... Nie wierzę… To niemożliwe... Tak się przecież cieszył na ten remont... W końcu miał mieć własny pokój...  Ale jeśli go sprzedają to gdzie będą mieszkać? Targają mną sprzeczne emocje. Nie wiem co powiedzieć. W końcu z moich ust wydobywa się dźwięk.
-O co chodzi?
   Gwałtownie się zatrzymuje. Łapie mnie za ramiona i spogląda mi prosto w oczy. Lśnią one od łez, a spojrzenie jest pełne bólu i rozpaczy.
-Wyjeżdżamy do Stanów… na stałe.