-Arisa wstawaj!
Spóźnisz się! Jest już 20 po!
Od razu przytomnieję. Zrywam się i szybko wkładam białą sukienkę z akcentami czarnego na kołnierzu i rękawach, lekko przeczesuję włosy i podkreślam rzęsy tuszem. Nie mam czasu na śniadanie. Biegiem wrzucam do torebki telefon, jakiś notatnik, długopis i jeszcze kilka innych drobiazgów i lecę ubierać buty.
Już wychodzę na przystanek kiedy mama zaczyna mnie wołać, że zapomniałam biletu. Wracam i sprintem, a w każdym razie próbuję, bo szpilki mi to trochę utrudniają, biegnę na autobus. Zdążam w ostatniej chwili. Jakby tego było mało, nigdzie nie ma żadnego wolnego miejsca siedzącego. Stoję ściśnięta koło okna. Całe szczęście, że jest otwarte.
W końcu wysiadam. Czuję ulgę a zarazem strach. Nie wiem kompletnie, gdzie mam iść. Wiem tylko tyle, że rozpoczęcie mam na hali, a hala podobno jest gdzieś na piętrze. Trudno. Idę. Nagle zauważam, że ludzie dziwnie mi się przyglądają. Spoglądam na swój strój.
-Kuźwa!!- jakaś babcia krzywo się na mnie popatrzyła i ominęła szerokim łukiem.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ubrałam sukienkę na lewą stronę. Wchodzę do szkoły i zaczynam poszukiwania łazienki. W końcu ją znajduję. Szybko się przebieram i biegnę szukać hali.
Nagle na kogoś wpadam.
- Przepraszam, bardzo cię przepraszam.
-Spokojnie, nic się nie stało. Nowa?
-Co? Ja? A tak. Nowa. Ej nie wiesz może, gdzie jest hala?
-Musisz iść prosto tym korytarzem, później skręcić w prawo, pójść schodami do góry. Skręcić w lewo i pierwsze drzwi po prawej. Zapamiętałaś?
-Prosto, schody, w lewo, w prawo i drzwi po prawej.
-Lepiej cię jednak zaprowadzę.- uśmiecha się.- Dymitr jestem. A ty?
-Arisa. Do której chodzisz klasy?
-Do pierwszej k.
-Serio? Ja też. Huh. Dobrze jest znać kogoś już ze swojej przyszłej klasy. A skąd wiesz, gdzie jest hala?
-Byłem tu już wcześniej, więc się trochę tu orientuję.
Zauważam na jego twarzy tajemniczy uśmiech.
Przez całą drogę do sali gimnastycznej już prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Korytarze były tak zatłoczone, że ledwo się przez nie przedzieraliśmy, nie wspominając już o tym jaki tu panował harmider.
-Muszę na chwilkę gdzieś pójść. Zobaczymy się w klasie, tylko mi się nie zgub.
-Postaram się, ale nic nie obiecuję.
I poszedł sobie, a ja stanęłam sobie z tyłu koło okna, żeby chwilkę odpocząć.
Dyrektor miał wyjątkowo krótkie i o dziwo ciekawe przemówienie, ale mimo to nie mogłam się na nim skupić. Cały czas miałam przed oczami wczorajszą scenę z Brajanem...
-….milo współpracować. Nie będę już dłużej wam przedłużał. Cieszcie się ostatnim wolnym dniem, bo jutro zabieramy się już do pracy. A teraz zapraszam was do klas.- Kończy przemowę dyrektor.
Wszyscy zgodnym tłumem opuszczamy halę i kierujemy się do wyznaczonych sal.
Dopiero po jakimś czasie docieram do tej właściwej. Oczywiście, nie odbyło się bez spóźnienia.
-Jednak trafiłaś do nas w całości Arios.
-A no tak. Udało mi się jakoś. Dobrze, że nie ma jeszcze wychowawcy.
-Owszem, jest.
Zaczyna się szczerzyć. Ma takie ładne, białe i równe zęby.
-Właśnie z nim rozmawiasz.
-Że co?! Ty jesteś naszym wychowawcą? Ale..
-No tak wiem. Nie wyglądam- Mówi to z uśmiechem na twarzy i puszcza do mnie oczko.- Dobrze. Zajmij już sobie jakieś miejsce.
Idąc do ławki czułam, że wszyscy się na mnie gapią i śmieją po cichu. Czułam się okropnie, a do tego jeszcze zapewne spaliłam buraka na twarzy. Musiałam wyglądać wtedy cudownie.
-Jak już wcześniej wspomniałem witam was bardzo serdecznie. Mam nadzieję, ze będzie się nam miło i dobrze razem współpracowało. Ze mną, oprócz lekcji wychowawczej, będziecie się również widzieć na zajęciach z matematyki.
Po klasie przeszedł szmer i jęk niezadowolenia.
-Tak, wiem, że się bardzo cieszycie. Ja również.
Nie mogę… Nie potrafię się skupić nad tym co mówi Dymitr, to znaczy profesor Bielikow. Jaka ja jestem głupia. Jak mogłam się nie zorientować, że jest coś nie tak. Te jego uśmieszki… Kurde. Przecież mówił, ze był tu już wcześniej. Bosz… Co za kretynka ze mnie. Jak ja mogłam…
-Wszystko w porządku Ariso?
Momentalnie się zrywam i rozglądam o co chodzi.
W ostatniej chwili łapie mnie za ramiona abym nie upadla.
-Hej, spokojnie. Wszystko okey?
-Co? A tak. W porządku.
-Na pewno? Bo jesteś cała blada.
-Tak. Po prostu się zamyśliłam trochę.
Patrzy na mnie ze zmartwioną miną. Widać, ze chciałby coś powiedzieć ale się powstrzymuje. I dobrze. Nie mam ochoty teraz z nim gadać, a zwłaszcza przy całej klasie. Już i tak zrobiłam wystarczającą z siebie idiotkę.
-Dobrze. A więc kontynuując, myślę że będzie się nam dobrze współpracowało i obędzie się bez jakichkolwiek nieprzyjemności….
Czy ja naprawdę wyglądam aż tak źle? No wiem, że nie wyglądam dzisiaj jakoś nadzwyczaj pięknie, no ale bez przesady. I jeszcze to pytanie czy wszystko w porządku. Co to miało być? Oczywiście, że nic nie jest w porządku! Wczoraj rzucił mnie chłopak, a do tego zaspałam w pierwszy dzień szkoły i jeszcze pomyliłam nauczyciela z kolegą z klasy. Ciekawe co mnie jeszcze dzisiaj ciekawego spotka?
-Okey. Nie będę już was dłużej tutaj trzymał. Miłego popołudnia wam życzę i do zobaczenia jutro.
Wszyscy wstają i wychodzą. Biorę z nich przykład. Kieruję się w stronę drzwi, kiedy naglę poczułam bardzo mocne jakby wewnętrzne uderzenie w głowę. Nie dałam nic po sobie poznać, bo by mnie uznali jeszcze za jakiegoś dziwaka. Jedynie zerkam przez ramię. Mój wzrok krzyżuje się ze wzrokiem wychowawcy. Jest bardzo intensywny, wręcz przenikający, świdrujący.
Tuż przed wyjściem zauważam w jego oczach… smutek? ból? Nie wiem co to, ale na pewno nic dobrego, a w każdym razie nic miłego.
Wizja jechania znowu zatłoczonym autobusem jakoś mnie nie przekonuje. Wybieram spacer. W końcu nie mam tak daleko. To tylko godzinka spokojnym spacerkiem stąd. A mi jakoś nie zbyt się spieszy do domu. Pewnie Iga już wszystko powiedziała mojej mamie, a ta z pewnością będzie próbowała mnie pocieszyć. Nie mam na to najmniejszej ochoty.
Idę chodnikiem przez park ze słuchawkami w uszach. Wolę posłuchać sobie rocka niż słuchać wrzasku małych, rozdartych dzieci, kłócących się o byle co.
Siadam na ławce.
Jak on mógł tak przy całej klasie. Wyszłam na tępą idiotkę, która nie potrafi odróżnić nauczyciela od ucznia i do tego jeszcze te jego głupie uśmieszki. A i żeby tego było mało to jeszcze musiał wylecieć z tym czy wszystko dobrze. Kurde! Nic nie jest dobrze! Wszystko mi się wali…
Nagle zauważam paczkę chusteczek tuż pod swoim nosem. Podnoszę wzrok. Tak posrane szczęście mogę mieć tylko ja.
Osobą stojącą przede mną jest nie kto inny jak mój nauczyciel matematyki. On mnie śledzi czy jak? Wyciągam słuchawki z uszu.
-Rozmazałaś się trochę.
Widząc moją minę nie czeka na nic. Sam zaczyna wycierać mi łzy.
-Co ty robisz?!
Zrywam się jak poparzona z ławki. Ludzie stojący nieopodal nas, spoglądają w naszym kierunku.
-Przepraszam. Chciałem tylko pomóc.
Zapada niezręczna cisza.
-Przepraszam za rano. Za to, że ci nie powiedziałem od razu, że jestem nauczycielem i za to że cię w pewien sposób ośmieszyłem przy całej klasie. Nie chciałem tego.
-Po co mi pan to wszystko mówi?
-Bo nie lubię nie jasnych sytuacji i głupio mi się zrobiło z tego powodu.
Zapada znowu chwila ciszy, ale już nie tak niezręczna jak przed chwilą. Siadam ponownie na ławce, ale troszkę dalej od Bielikowa.
-Możesz powiedzieć co cię dręczy?
-Słucham?
-Widzę, że coś się stało.
-Nie. Nic. Wszystko jest w porządku.
-Nie wydaje mi się. – spogląda na mnie ze.. współczuciem?- Chłopak cię zostawił i wyjechał gdzieś na drugi koniec świata.
Zrywam się.
-Co?! Nie! Przepraszam ale muszę już iść. Dowidzenia.
-Przepraszam, ja nie chciałem…
-Nie szkodzi. Dowidzenia.
To nawet nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Skąd on to do jasnej cholery wie?! Śledzi mnie czy jak? Co to ma być kuźwa?!
Znowu czuję to dziwne uczucie, które mnie ogarnęło w klasie. Ignoruję to. Oddalam się jak najdalej i jak najszybciej od tego miejsca. Kieruję się w stronę przystanku. Nie zamierzam znowu się natknąć na mojego wychowawcę.
Od razu przytomnieję. Zrywam się i szybko wkładam białą sukienkę z akcentami czarnego na kołnierzu i rękawach, lekko przeczesuję włosy i podkreślam rzęsy tuszem. Nie mam czasu na śniadanie. Biegiem wrzucam do torebki telefon, jakiś notatnik, długopis i jeszcze kilka innych drobiazgów i lecę ubierać buty.
Już wychodzę na przystanek kiedy mama zaczyna mnie wołać, że zapomniałam biletu. Wracam i sprintem, a w każdym razie próbuję, bo szpilki mi to trochę utrudniają, biegnę na autobus. Zdążam w ostatniej chwili. Jakby tego było mało, nigdzie nie ma żadnego wolnego miejsca siedzącego. Stoję ściśnięta koło okna. Całe szczęście, że jest otwarte.
W końcu wysiadam. Czuję ulgę a zarazem strach. Nie wiem kompletnie, gdzie mam iść. Wiem tylko tyle, że rozpoczęcie mam na hali, a hala podobno jest gdzieś na piętrze. Trudno. Idę. Nagle zauważam, że ludzie dziwnie mi się przyglądają. Spoglądam na swój strój.
-Kuźwa!!- jakaś babcia krzywo się na mnie popatrzyła i ominęła szerokim łukiem.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ubrałam sukienkę na lewą stronę. Wchodzę do szkoły i zaczynam poszukiwania łazienki. W końcu ją znajduję. Szybko się przebieram i biegnę szukać hali.
Nagle na kogoś wpadam.
- Przepraszam, bardzo cię przepraszam.
-Spokojnie, nic się nie stało. Nowa?
-Co? Ja? A tak. Nowa. Ej nie wiesz może, gdzie jest hala?
-Musisz iść prosto tym korytarzem, później skręcić w prawo, pójść schodami do góry. Skręcić w lewo i pierwsze drzwi po prawej. Zapamiętałaś?
-Prosto, schody, w lewo, w prawo i drzwi po prawej.
-Lepiej cię jednak zaprowadzę.- uśmiecha się.- Dymitr jestem. A ty?
-Arisa. Do której chodzisz klasy?
-Do pierwszej k.
-Serio? Ja też. Huh. Dobrze jest znać kogoś już ze swojej przyszłej klasy. A skąd wiesz, gdzie jest hala?
-Byłem tu już wcześniej, więc się trochę tu orientuję.
Zauważam na jego twarzy tajemniczy uśmiech.
Przez całą drogę do sali gimnastycznej już prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Korytarze były tak zatłoczone, że ledwo się przez nie przedzieraliśmy, nie wspominając już o tym jaki tu panował harmider.
-Muszę na chwilkę gdzieś pójść. Zobaczymy się w klasie, tylko mi się nie zgub.
-Postaram się, ale nic nie obiecuję.
I poszedł sobie, a ja stanęłam sobie z tyłu koło okna, żeby chwilkę odpocząć.
Dyrektor miał wyjątkowo krótkie i o dziwo ciekawe przemówienie, ale mimo to nie mogłam się na nim skupić. Cały czas miałam przed oczami wczorajszą scenę z Brajanem...
-….milo współpracować. Nie będę już dłużej wam przedłużał. Cieszcie się ostatnim wolnym dniem, bo jutro zabieramy się już do pracy. A teraz zapraszam was do klas.- Kończy przemowę dyrektor.
Wszyscy zgodnym tłumem opuszczamy halę i kierujemy się do wyznaczonych sal.
Dopiero po jakimś czasie docieram do tej właściwej. Oczywiście, nie odbyło się bez spóźnienia.
-Jednak trafiłaś do nas w całości Arios.
-A no tak. Udało mi się jakoś. Dobrze, że nie ma jeszcze wychowawcy.
-Owszem, jest.
Zaczyna się szczerzyć. Ma takie ładne, białe i równe zęby.
-Właśnie z nim rozmawiasz.
-Że co?! Ty jesteś naszym wychowawcą? Ale..
-No tak wiem. Nie wyglądam- Mówi to z uśmiechem na twarzy i puszcza do mnie oczko.- Dobrze. Zajmij już sobie jakieś miejsce.
Idąc do ławki czułam, że wszyscy się na mnie gapią i śmieją po cichu. Czułam się okropnie, a do tego jeszcze zapewne spaliłam buraka na twarzy. Musiałam wyglądać wtedy cudownie.
-Jak już wcześniej wspomniałem witam was bardzo serdecznie. Mam nadzieję, ze będzie się nam miło i dobrze razem współpracowało. Ze mną, oprócz lekcji wychowawczej, będziecie się również widzieć na zajęciach z matematyki.
Po klasie przeszedł szmer i jęk niezadowolenia.
-Tak, wiem, że się bardzo cieszycie. Ja również.
Nie mogę… Nie potrafię się skupić nad tym co mówi Dymitr, to znaczy profesor Bielikow. Jaka ja jestem głupia. Jak mogłam się nie zorientować, że jest coś nie tak. Te jego uśmieszki… Kurde. Przecież mówił, ze był tu już wcześniej. Bosz… Co za kretynka ze mnie. Jak ja mogłam…
-Wszystko w porządku Ariso?
Momentalnie się zrywam i rozglądam o co chodzi.
W ostatniej chwili łapie mnie za ramiona abym nie upadla.
-Hej, spokojnie. Wszystko okey?
-Co? A tak. W porządku.
-Na pewno? Bo jesteś cała blada.
-Tak. Po prostu się zamyśliłam trochę.
Patrzy na mnie ze zmartwioną miną. Widać, ze chciałby coś powiedzieć ale się powstrzymuje. I dobrze. Nie mam ochoty teraz z nim gadać, a zwłaszcza przy całej klasie. Już i tak zrobiłam wystarczającą z siebie idiotkę.
-Dobrze. A więc kontynuując, myślę że będzie się nam dobrze współpracowało i obędzie się bez jakichkolwiek nieprzyjemności….
Czy ja naprawdę wyglądam aż tak źle? No wiem, że nie wyglądam dzisiaj jakoś nadzwyczaj pięknie, no ale bez przesady. I jeszcze to pytanie czy wszystko w porządku. Co to miało być? Oczywiście, że nic nie jest w porządku! Wczoraj rzucił mnie chłopak, a do tego zaspałam w pierwszy dzień szkoły i jeszcze pomyliłam nauczyciela z kolegą z klasy. Ciekawe co mnie jeszcze dzisiaj ciekawego spotka?
-Okey. Nie będę już was dłużej tutaj trzymał. Miłego popołudnia wam życzę i do zobaczenia jutro.
Wszyscy wstają i wychodzą. Biorę z nich przykład. Kieruję się w stronę drzwi, kiedy naglę poczułam bardzo mocne jakby wewnętrzne uderzenie w głowę. Nie dałam nic po sobie poznać, bo by mnie uznali jeszcze za jakiegoś dziwaka. Jedynie zerkam przez ramię. Mój wzrok krzyżuje się ze wzrokiem wychowawcy. Jest bardzo intensywny, wręcz przenikający, świdrujący.
Tuż przed wyjściem zauważam w jego oczach… smutek? ból? Nie wiem co to, ale na pewno nic dobrego, a w każdym razie nic miłego.
Wizja jechania znowu zatłoczonym autobusem jakoś mnie nie przekonuje. Wybieram spacer. W końcu nie mam tak daleko. To tylko godzinka spokojnym spacerkiem stąd. A mi jakoś nie zbyt się spieszy do domu. Pewnie Iga już wszystko powiedziała mojej mamie, a ta z pewnością będzie próbowała mnie pocieszyć. Nie mam na to najmniejszej ochoty.
Idę chodnikiem przez park ze słuchawkami w uszach. Wolę posłuchać sobie rocka niż słuchać wrzasku małych, rozdartych dzieci, kłócących się o byle co.
Siadam na ławce.
Jak on mógł tak przy całej klasie. Wyszłam na tępą idiotkę, która nie potrafi odróżnić nauczyciela od ucznia i do tego jeszcze te jego głupie uśmieszki. A i żeby tego było mało to jeszcze musiał wylecieć z tym czy wszystko dobrze. Kurde! Nic nie jest dobrze! Wszystko mi się wali…
Nagle zauważam paczkę chusteczek tuż pod swoim nosem. Podnoszę wzrok. Tak posrane szczęście mogę mieć tylko ja.
Osobą stojącą przede mną jest nie kto inny jak mój nauczyciel matematyki. On mnie śledzi czy jak? Wyciągam słuchawki z uszu.
-Rozmazałaś się trochę.
Widząc moją minę nie czeka na nic. Sam zaczyna wycierać mi łzy.
-Co ty robisz?!
Zrywam się jak poparzona z ławki. Ludzie stojący nieopodal nas, spoglądają w naszym kierunku.
-Przepraszam. Chciałem tylko pomóc.
Zapada niezręczna cisza.
-Przepraszam za rano. Za to, że ci nie powiedziałem od razu, że jestem nauczycielem i za to że cię w pewien sposób ośmieszyłem przy całej klasie. Nie chciałem tego.
-Po co mi pan to wszystko mówi?
-Bo nie lubię nie jasnych sytuacji i głupio mi się zrobiło z tego powodu.
Zapada znowu chwila ciszy, ale już nie tak niezręczna jak przed chwilą. Siadam ponownie na ławce, ale troszkę dalej od Bielikowa.
-Możesz powiedzieć co cię dręczy?
-Słucham?
-Widzę, że coś się stało.
-Nie. Nic. Wszystko jest w porządku.
-Nie wydaje mi się. – spogląda na mnie ze.. współczuciem?- Chłopak cię zostawił i wyjechał gdzieś na drugi koniec świata.
Zrywam się.
-Co?! Nie! Przepraszam ale muszę już iść. Dowidzenia.
-Przepraszam, ja nie chciałem…
-Nie szkodzi. Dowidzenia.
To nawet nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Skąd on to do jasnej cholery wie?! Śledzi mnie czy jak? Co to ma być kuźwa?!
Znowu czuję to dziwne uczucie, które mnie ogarnęło w klasie. Ignoruję to. Oddalam się jak najdalej i jak najszybciej od tego miejsca. Kieruję się w stronę przystanku. Nie zamierzam znowu się natknąć na mojego wychowawcę.
________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale nie było kiedy :/
Życzę miłego czytania :D i zapraszam do komentowania ;)
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale nie było kiedy :/
Życzę miłego czytania :D i zapraszam do komentowania ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz